odc. 1
WSTĘP
Jest koniec grudnia 2012 roku. Oczekuję w wyznaczonym miejscu we Wrocławiu na autokar do Genui, aby stamtąd wyruszyć na rejs sylwestrowy po Morzu Liguryjskim żaglowcem POGORIA.
Trasa rejsu prowadzi z Genui we Włoszech do Monaco we Francji, a następnie do Calvi na Korsyce by zawrócić do Genui przez Portofino. Późnym popołudniem wsiadłem do autokaru razem z pozostałymi pięćdziesięcioma uczestnikami rejsu. Miejsca przede mną zajęła Anka z mężem. Z obojgiem: Anką i jej mężem znamy się ponad piętnaście lat. Jesteśmy starymi znajomymi.

Fot. 2. ARKTYKA – powyżej 82 równoleżnika
To właśnie z Anką, w siedmioosobowej załodze, w 2006 roku byłem w Arktyce PANORAMĄ na rejsie na Spitsbergen, w 2008 – SELMĄ EXPEDITIONS (załoga pięcioosobowa) przepłynęliśmy Południowy Atlantyk – z Rio de Janeiro w Brazylii do Puerto Madryn w Argentynie. W następnym roku – 2009 – popłynęliśmy z Ushuaia w Argentynie na Antarktydę w składzie siedmioosobowym również SELMĄ, a trzy lata później odbyliśmy rejs wzdłuż zachodniego wybrzeża Grenlandii na STARYM.

Fot. 3. ANTARKTYDA – moje 65 urodziny na krze lodowej
Wspólnie opłynęliśmy w 2009 Przylądek Horn i w następnym roku wstąpiliśmy do elitarnej grupy – Bractwa Kaphornowców.
Dzisiaj patrząc na tę wyliczankę dochodzę do wniosku, że nie do końca zdawałem sobie sprawę jak wiele mamy wspólnych ciekawych wypraw. Być może dlatego, po dłuższej jeździe autokarem w pewnym momencie Anka odwróciła się w moją stronę i spytała lakonicznie: „chcesz popłynąć przez Atlantyk„?.Propozycja zabrzmiała dla mnie oszałamiająco. Przepłynięcie Atlantyku z Europy do Nowej Fundlandii w Kanadzie, a następnie do – znanego mi z rejsu na jachcie STARY – Nuuk na
Grenlandii wydało mi się przedsięwzięciem bardzo wyjątkowym wręcz osobliwym, a przy tym nieprawdopodobnym. Pomyślałem wówczas – czy to rzeczywiście jest dla mnie? Czy to wszystko mnie nie przerośnie? Potrzebowałem trochę czasu na zastanowienie się.
W pięciotygodniowym rejsie miały wziąć udział cztery osoby: dwie starsze panie – Anka i Halinka (oby tylko się nie obraziły), Józek – młody człowiek i ja – emeryt. Jacht WŁÓCZYKIJ, którym zamierzaliśmy popłynąć, zbudowany w 1970 roku ma konstrukcję drewnianą: poszycie z deseczek mahoniowych, wręgi (użebrowanie) są dębowe, a pokład z grubej, 12 mm sklejki pokrytej drewnem tekowym. Te parametry techniczne jachtu nie wzbudzały początkowo wielkiego entuzjazmu. Przecież na trasie będziemy napotykać góry lodowe, pływające kłody drzew, a jeśli będziemy mieć pecha, to możemy natknąć się na pływający kontener zgubiony w czasie sztormu przez któryś z przepływających kontenerowców. Wtedy będzie niewesoło.
Najpierw spytałem ile to będzie kosztować. Usłyszałem, że nie tak wiele, bo właściciel jachtu Janusz – Polak mieszkający na stałe we Francji chce, aby przestawić jacht z Archipelagu Wysp Azorskich do Nuuk na Grenlandii. A zatem zasadniczy wydatek to koszt biletu lotniczego z Polski na Azory i po zakończeniu rejsu – z Grenlandii do Polski. Do tych wydatków należy doliczyć koszt paliwa jakie trzeba zabrać na jacht i opłaty portowe, ale jak opuścimy Azory to przecież po drodze na Atlantyku portów nie ma, pierwszy postój przewidziany jest w St. John’s na Nowej Fundlandii w Kanadzie, a kolejny w Nuuk – stolicy Grenlandii. Po namyśle zgodziłem się, ale ostateczną odpowiedź, potwierdzającą mój udział w rejsie, Anka – kapitan tego jachtu – dała po kilku dniach. Taką decyzję trzeba wnikliwie i głęboko przemyśleć. Tak się zaczęło.
Chcę się podzielić wrażeniami i przeżyciami z tego rejsu. Publikacja o nim nie jest opowiadaniem o żeglowaniu, dlatego nie będzie tu epatowania żeglarskim językiem – bejdewindem czy baksztagiem, zwrotami przez rufę, refowaniem żagli itp. Publikacja jest o ludziach, włóczących się gdzieś po Atlantyku, skazanych na siebie, o ich emocjach i wzajemnych relacjach, o ich codzienności zdeterminowanej kawałkiem małej przestrzeni drewnianej łajby i niejednokrotnie bardzo trudnymi warunkami dyktowanymi przez ocean. Tam na oceanie wszystko jest na serio, rzeczywistości nie da się przechytrzyć. Tam można tylko starać się żeby przetrwać, jeśli los łaskawy. Tam warto zabiegać o to by być w harmonii z otaczającą, bezkresną naturą, bowiem ocean jak zechce to skotłuje każdego, niezależnie od posiadanego doświadczenia żeglarskiego, żeglarskich patentów.
Na potrzeby publikacji zmieniono nazwę jachtu i imiona jego załogi.
Ryszard Marcjoniak (cdn)


